Ważne: witryna psr.org.pl używa plików cookies.

Korzystanie ze strony oznacza akceptację polityki prywatności. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Informacje o plikach "cookies" wykorzystywanych przez stronę Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów - psr.org.pl.

Pliki „cookies” to dane informatyczne (przeważnie pliki tekstowe), które są wysyłane przez serwer internetowy, a następnie przechowywane przez przeglądarkę internetową użytkownika lub użytkowniczki w celu ich ponownego odczytania w przyszłości. W celu m.in. zachowania wyglądu i funkcjonalności strony internetowej.

„Cookies” mogą służyć również do tworzenia anonimowych statystyk, pozwalających zrozumieć w jaki sposób użytkownik lub użytkowniczka korzystają ze strony internetowej, celem ulepszenia jej formy, dostępności, przejrzystości i treści. Rozwiązanie to wyklucza możliwość personalnej identyfikacji danej osoby. W ściśle określonych przypadkach, pliki „cookie” służą również do prezentowania odbiorcy określonych reklam behawioralnych.

Pliki „cookies” zawierają z reguły nazwę strony z której pochodzą, unikalny numer oraz czas ich przechowywania na urządzeniu końcowym (komputer, tablet etc.).

Przeglądarki internetowe lub inne oprogramowanie służące do przeglądania strony internetowej domyślnie dopuszcza zachowywanie plików „cookies” na urządzeniu końcowym. Możliwe jest automatyczne blokowanie obsługi tychże plików, bądź każdorazowe informowanie o ich przesłaniu. Szczegółowe informacje dostępne są w ustawieniach danego oprogramowania lub np. na stronie allaboutcookies.org. Należy natomiast podkreślić, że ograniczenie stosowania plików może negatywnie wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronie internetowej.

Jesteś tutaj:Publicystyka»Ukrywanie ateizmu nie ma sensu
poniedziałek, 13 styczeń 2014 15:35

Ukrywanie ateizmu nie ma sensu

Napisał 
Oceń ten artykuł
(29 głosów)
Ukrywanie ateizmu nie ma sensu Jacek Tabisz

Część przedstawicieli środowisk świeckich pragnie wprowadzić cenzurę na otwarty ateizm. Ową cenzurę w niektórych wypadkach należy zapewne określić mianem autocenzury. Uważam, iż taka postawa nie jest szczególnie racjonalna, zaś jeszcze silniej wymierzona jest w wartości humanistyczne.

O zaletach otwartego ateizmu pisałem i mówiłem już wielokrotnie. Z zupełnie neutralnego punktu widzenia jest on po prostu ważnym głosem w debacie społecznej i filozoficznej. Z punktu widzenia ateistów, w tym również mojego, otwarty ateizm jest światopoglądem najbardziej dopasowanym do rzeczywistości jaka faktycznie nas otacza. Nie ma przykładowo raczej rzeczywistości chrześcijańskiej i islamskiej. Mieszkamy na jednej Ziemi, zupełnie nie do przyjęcia jest pogląd, w świetle którego urodzenie się w tym a nie innym miejscu (w Polsce, a nie w Iranie) daje nam dostęp do dziedziczonej wraz z dogmatami rodziców "bezsprzecznie prawdziwej rzeczywistości". Nie ma nic humanistycznego, ani godnego pochwały w przekonaniu, iż ktoś urodzony nad rzeką Odrą ma "najprawdziwszego boga i klucz do wiedzy o tym co najważniejsze", zaś ktoś urodzony nad Eufratem ma "iluzję boga i myli się w rzeczach najważniejszych". Nie ma też nic racjonalnego i humanistycznego w przekonaniu, iż sprzeczne ze sobą wierzenia są komplementarne. Można oczywiście szukać pogodzenia sprzeczności we wszystkim, ale tylko na solidnych i rzetelnych intelektualnie podstawach, nie zaś na kanwach szytych na miarę ideologii, służącej w tym wypadku doraźnej obronie wierzeń religijnych przed procesem laicyzacji.

Zaletą ateizmu z perspektywy ateisty jest zdjęcie klapek z oczu. Dogmaty nas ograniczają, nie pozwalają nam patrzeć całościowo na świat. Rzeczywistość wyznawcy tego, lub innego systemu wierzeń jest filtrowana przez oczekiwania wobec niej płynące z dawnych mitów, których twórcy zatonęli w pomroce dziejów. Nie ma w tym nawet kreatywności.

Z szerszej perspektywy, abstrahując od twierdzeń oceniających słuszność, lub niesłuszność danego światopoglądu, otwarty ateizm daje po prostu ludziom kolejny punkt odniesienia. Bez możliwości zapoznania się z postulatami ateizmu ludzie, zwłaszcza ci młodzi, skazani są tylko i wyłącznie na narracje religijne. Nie mają wtedy żadnego wyboru, a nawet jak dojdą do ateizmu całkowicie samodzielnie, są z nim całkowicie samotni i narażeni na silny nacisk otoczenia, mający niekiedy wymiar silnie dyskryminacyjny. Trzeba naprawdę bardzo dziwacznej metody rozważań, aby nawoływać do rugowania z przestrzeni społecznej istotnego punktu widzenia służącego rozumieniu i rozważaniu świata, jak i ludzkiej egzystencji.

Za chęcią wyrugowania ateizmu ze środowisk świeckich stoi moim zdaniem najczęściej arogancja. Jest to chęć podstępnego wspierania zmian społecznych z celowym ukrywaniem ich celu i własnych w tym intencji. Niejawny ateista celowo udający, iż ateizm nie istnieje, nie dopuszczający go do głosu, wywyższa się ponad ludzi wierzących. Chce ich najzwyczajniej w świecie oszukać. Powstają rzeczy kuriozalne, jak na przykład wywiad z liderem propagowania etyki w szkole, który w tym samym materiale stwierdza, iż "etyka nie jest rzeczą zastępczą wobec religii" i "etyka jest rzeczą zastępczą wobec religii".

Niektórzy niejawni ateiści celowo wywyższają się ponad swoje otoczenie. Zdają się uważać, iż człowiek religijny jest głupcem, którego należy z premedytacją oszukiwać. Tworzą teorie mówiące o tym, iż Kościół służy stopniowej ewolucyjnej laicyzacji i wręcz pragną go wspierać, aby poza pragnieniami katolików ową laicyzację szerzyć. Chcą działać wśród wiernych skrywając z dumą swój rzeczywisty światopogląd i swoje rzeczywiste intencje. Co ciekawe, niektórzy z nich są na tyle pyszni, iż radośnie dzielą się z publicznością owymi wspaniałymi strategiami, nie dbając nawet o to, iż ludzie wierzący też te pełne samozadowolenia autorów zwierzenia czytają. Potrzeba blichtru i uznania dominuje tu nawet nad realnym wymiarem tej, czy innej "strategii". Uważam, iż ta postawa nie ma nic wspólnego z humanizmem, choć spotkałem się z określeniem jej mianem "neohumanizmu".

Moim zdaniem normalną postawą jest uczciwość intelektualna wobec drugiego człowieka. Nie należy traktować swoich poglądów jako "konspiracji geniusza". Na bazie wielu swoich doświadczeń jestem przekonany, iż w miarę otwarty katolik będzie wolał współpracować w jakimś łączącym wszystkich celu z otwartym ateistą niż z "zakonspirowanym rzeźbiarzem dróg ludzkości". Wspólnych celów jest wiele. Niedawno w obrębie PSR Wrocław odbyła się kameralna debata ateistów z katolikami, całkowicie jawna, jeśli chodzi o postawy rozmówców. Szukaliśmy wspólnych zagadnień, rzeczy, które są dla nas wszystkich ciekawe. Czasem wygrywały proste, choć mające potencjał tematy, takie jak "z jaką motywacją do istnienia i działania budzimy się co rano". Katolicy powiedzą tu coś innego niż ateiści, ale nie do końca. Znajdzie się obok tego wiele elementów wspólnych dotyczących kwestii tego, dlaczego warto przeżyć dzień. Tego typu debaty będą się odbywały we Wrocławiu co jakiś czas, ich pomysłodawcą jest członek PSR, Aleksander Ciok.

Uważam, iż jakakolwiek uczciwa współpraca między ludźmi o różnych poglądach wymaga szczerości dotyczącej tychże różnic. Oszukać co do własnych intencji można tylko na krótką metę. Nie udawanie przed odmiennym światopoglądowo partnerem własnych podstaw światopoglądowych jest wyrazem szacunku, a nie złości. Jawni ateiści i jawni katolicy mogą wspólnie walczyć o prawa zwierząt, przeciwstawiać się rasizmowi, domagać się uczciwych płac dla pracowników, czy szans dla przedsiębiorców. Jest bardzo wiele wspólnych płaszczyzn do działania, gdzie nikt nikogo nie musi oszukać, ani traktować z wyższością. Jest to zgodne z kanonami demokracji i ma zdecydowanie bardziej humanistyczny wymiar, niż to, co niektórzy chcą nazywać "neohumanizmem" (nie twierdzę, że wszyscy neohumaniści prezentują podobną postawę, to słowo po prostu zostało użyte roboczo dla przedstawienia owych "Konradów Walenrodów świeckości" przez niektórych z nich).

Czy katolicy wymagają od siebie, aby dla potrzeb dialogu z ateistami zakazać sobie mszy świętych, świąt Wielkanocy, różańców i religijnych czasopism? Czy my, ateiści, chcielibyśmy spotykać się non stop z katolikami, którzy udają ateistów, aby nas nawrócić na chrześcijaństwo? Brzmi to śmiesznie, wręcz groteskowo.

A jednak z drugiej strony mamy "neohumanistów", którzy atakują otwarty ateizm znacznie silniej, niż wielu ludzi religijnych. Niektórzy z nich chcą wręcz wyrugować otwartą krytykę religii z dyskursu. Wprowadzić indeks ksiąg i publikacji zakazanych. W imię czego? Na pewno nie dla demokracji, humanizmu i wolności słowa.

Już nieraz współpracowałem jako publicysta z redakcją złożoną z osób religijnych. Co mądrzejszych redaktorów łatwo było przekonać stwierdzeniem: "jeśli wasze idee są słuszne, łatwo się obronią i krytyczna polemika może im tylko pomóc". "Neohumaniści" nie rozumieją takiej zależności. Hołdują całkowicie niehumanistycznemu przeświadczeniu o tym, że człowiek jest zrośnięty z ideologią jak ramię z łokciem. Agresja ataków "neohumanistów" na jawnych ateistów wynika z głębokiej wiary w to, że człowiek jest zakładnikiem idei, że jest mniej od nich ważny, że nie ma w istocie ludzkiej przestrzeni na rywalizację różnym myśli, koncepcji i modeli rzeczywistości. Z pewnością takie przeświadczenie trudno określić mianem "humanistycznego".

W przypadku niektórych świeckich wrogów otwartego ateizmu wiara w to, że idee są równie ważne jak ludzie występuje razem z wiarą w Ducha Dziejów. Są oni przepojeni Heglem, filozofem zdecydowanie kontrowersyjnym. "Neohumaniści" uważają, iż społeczeństwa ewoluują same z siebie i nie należy otwarcie przemawiać na agorze w założeniu demokratycznych społeczeństw. Za to należy siedzieć cicho, snuć niejawne strategie i współpracować z Duchem Dziejów. Bardzo to moim zdaniem niehumanistyczne i wręcz aroganckie. Humanizm jest przecież dla tych, którzy w pokojowy sposób chcą walczyć o lepszy świat, dla siebie i dla innych. Jest dla tych, którzy w drugiej istocie ludzkiej widzą podmiot, a nie owcę, którą należy manipulować skrywając swoje właściwe poglądy i rzeczywiste intencje.

Niejawny ateizm, określany przez niektórych jego przedstawicieli mianem "neohumanizmu" wydaje mi się być konglomeratem megalomanii, braku szacunku dla drugiej osoby, oraz dogmatycznej chęci cenzury.

To ostatnie to szerszy problem. Nazwałbym go fanatyzmem pseudotolerancji. Ów fanatyzm nie znosi postaw innych od tych, które dany fanatyk uznał za tolerancyjne. Skoro dla danego fanatyka dowodem na nietolerancję jest jawny ateizm, wprowadzić on będzie chciał wobec niego cenzurę tak silną, że nie pomyślałoby o niej nawet wielu ludzi religijnych. Na portalu prowadzonym przez świeżego neohumanistę uderzył mnie swego czasu komentarz jednego z użytkowników, broniącego kulturalnie prawa do jawnego ateizmu. Ów człowiek stwierdził, iż nawet na katolicko - konserwatywnej Frondzie nie spotkał się z takim rugowaniem innych opinii i z tak daleko niejasnym kasowaniem wypowiedzi. Fanatyzm pseudotolerancji jest związany też z innymi modnymi ideologiami, na przykład z niektórymi odnogami relatywizmu kulturowego, który tak mocno twierdzi iż człowiek jest jedynie konstruktem kulturowym, że nie dopuszcza do głosu żadnych przejawów ewolucjonizmu. Z kolei w niektórych środowiskach nowej lewicy nie można bronić Izraela. Nie ma nawet miejsca na dyskusję. Informacje są dopasowywane jak dawne slogany na PRLowskich afiszach. I trzeba je powtarzać, nie ma innej drogi...

Dziwna walka niektórych niejawnych ateistów z otwartymi ateistami pokazuje mi paradoksalnie, iż linie podziału pomiędzy zwolennikami różnych idei nie są wcale takie proste. Jestem całkowicie przekonany, że jako jawnemu ateiście bliżej mi znacznie w dążeniu do humanizmu do niektórych osób religijnych, niż do niektórych "neohumanistów". Z podobnymi dylematami boryka się cały świat Zachodu. Wskutek wciąż modnego postmodernizmu obrońcy wartości oświecenia są często nazywani przez wszelakich "neohumanistów" i "neolewicowców" neokonserwatystami. Oczywiście nie da się bronić wartości oświecenia bez mądrej, ale otwartej krytyki religii. Ani Duch Dziejów, ani idee przylepione organicznie do ludzi, ani młodzież skazana na "jedynie słuszne" lektury nie mają, moim zdaniem, wiele wspólnego z racjonalizmem wyrastającym z wartości oświeceniowych.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 13 styczeń 2014 17:57
Jacek Tabisz

Od grudnia 2011 prezes PSR. Ateista, poeta, muzyk. Publicysta "Racjonalisty" i jeden z najaktywniejszych członków forum. Od niedawna pełni też funkcję celebranta Ceremonii Humanistycznych. Studiował historię sztuki, a następnie prowadził własne badania dotyczące sztuki Orientu podczas pobytów w Indiach, na Sri Lance i w Turcji. Autor najobszerniejszego kompendium wiedzy nt. klasycznej muzyki indyjskiej w języku polskim, opublikowanego na stronie Hanuman.pl. Sam gra głównie muzykę średniowieczną z zastosowaniem polifonicznej techniki gry na dwóch fletach, tzw. tibiae multiplex. Przede wszystkim jednak pisze poezję filozoficzną, inspirowaną mechanizmami natury, oraz odkryciami nauki. Stawia sobie za cel połączenie nauki i sztuki.

Racjonalista TV

Listy z naszego sadu

Towarzystwo Humanistyczne

Działania stowarzyszenia

Ateist Alliance International

European Humanist Federation

Nasi partnerzy:

   

Towarzystwo Humanistyczne Freidenker Barnim e.V. Freireligiöse Gemeinde Wiesbaden

  

Dachverband Freier Weltanschauungsgemeinschaften e.V. Občanské sdružení ateistů České republiky

• Polityka plików Cookie • Mapa Strony • Kontakt •
(C) 2005-2015 Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów