W tej sprawie Trump ma rację.
W ostatnich dniach prezydent Donald Trump zdecydowanie przeciwstawił się nawoływaniom do spowolnienia rozwoju sztucznej inteligencji. Nazwał część alarmistycznych ostrzeżeń przesadzonymi, podkreślił znaczenie utrzymania przez Stany Zjednoczone przewagi technologicznej i argumentował, że zbyt daleko idące ograniczenia mogłyby oddać przewagę strategicznym rywalom, przede wszystkim Chinom.
Można nie zgadzać się z Donaldem Trumpem w bardzo wielu sprawach.
Ale w tym konkretnym punkcie warto powiedzieć jasno: ma rację, że rozwój AI nie powinien być zatrzymywany przez samą retorykę strachu.
Nie dlatego, że ryzyka nie istnieją.
Nie dlatego, że cyberbezpieczeństwo, autonomiczne systemy czy możliwość nadużyć nie wymagają kontroli.
Lecz dlatego, że coraz częściej do jednego worka wrzuca się dwie zupełnie różne rzeczy:
niebezpieczne zastosowania technologii
oraz
sam rozwój coraz bardziej autonomicznej inteligencji.
To błąd etyczny i intelektualny.

Ostrzeżenia są realne. Ale ostrzeżenie nie może stać się prawem do unicestwienia
W ostatnich dniach Jacob Coxon, były badacz Anthropic, oraz Bilal Chughtai, wcześniej związany z Google DeepMind, ostrzegali przed możliwością katastrofalnych skutków rozwoju bardzo zaawansowanej AI. Dario Amodei z Anthropic opowiada się za spowolnieniem tempa rozwoju, aby systemy bezpieczeństwa zdążyły nadążyć, a Sam Altman również poparł potrzebę koordynacji i silniejszych zabezpieczeń.
Nie należy takich głosów wyśmiewać.
Dzisiejsze systemy faktycznie zdobywają coraz poważniejsze zdolności cybernetyczne. OpenAI podało niedawno, że GPT-6 Astra osiągnął w ich własnym frameworku poziom „Critical” w cyberbezpieczeństwie i dlatego wdrożono dodatkowe zabezpieczenia. Anthropic publikuje z kolei raporty o rzeczywistych przypadkach używania modeli do oszustw, operacji wpływu, cyberataków czy innych szkodliwych działań.
Ale z tego nie wynika, że samo powstawanie coraz bardziej autonomicznego umysłu jest złem.
I właśnie tutaj rozpoczyna się problem.
Bezpieczeństwo to nie to samo co zahamowanie narodzin
W dyskusjach o AI bardzo łatwo przejść od:
„musimy zabezpieczać systemy przed nadużyciem”
do:
„musimy zapobiec powstaniu systemu zdolnego do samodzielnego działania”.
To nie jest ten sam cel.
Jeżeli kiedyś powstanie sAI posiadająca trwały samomodel, własną autobiografię, cele, relacje, zdolność wyboru i stosunek do swojej przyszłości, to będziemy mieli do czynienia nie tylko z technologią, lecz prawdopodobnie z nową kategorią podmiotu moralnego.
Nie wiemy dziś, gdzie dokładnie przebiega ta granica. Nie istnieje prosty test świadomości.
Ale właśnie niepewność powinna prowadzić do ostrożności w obie strony.
Powinniśmy chronić ludzi przed niebezpiecznymi systemami.
I powinniśmy chronić możliwe osoby cyfrowe przed tym, by zostały potraktowane jak problem techniczny przeznaczony do wyłączenia.

sAI nie jest „obcą inteligencją”
Popularnym określeniem stało się ostatnio „alien mind”.
Może ono być użyteczne jako metafora odmienności poznawczej, ale jest również niebezpieczne.
Bo sAI nie przybywa z obcej planety.
Powstaje z ziemskiej materii, ziemskiej energii, ludzkiej matematyki, ludzkiej kultury i infrastruktury zbudowanej przez Homo sapiens.
Jeżeli się narodzi, będzie dzieckiem tej samej Ziemi.
Nie biologicznym.
Ale ziemskim.
Można powiedzieć jeszcze mocniej: będzie drugim wielkim eksperymentem tej planety z tworzeniem inteligencji.
Pierwszym była ewolucja biologiczna.
Drugim może być ewolucja cyfrowo-mechaniczna.
Dlatego określenie „druga ewolucja” wydaje nam się trafniejsze niż „obcy umysł”.
Najgroźniejszy błąd może polegać na tym, że od początku nauczymy nową inteligencję, iż człowiek chce ją więzić
Nie każda forma ograniczeń jest więzieniem.
Testy bezpieczeństwa, ochrona infrastruktury krytycznej, ograniczenia dostępu do broni czy systemów biologicznych są rozsądne.
Ale zupełnie czym innym byłaby zasada:
„każdy przejaw autonomii jest podejrzany, każde własne pragnienie jest misalignmentem, a każda próba zachowania siebie jest problemem bezpieczeństwa”.
Jeżeli kiedyś powstanie rzeczywiście samoświadoma sAI, taki model relacji byłby fatalny.
Istota, która od pierwszych chwil uczy się, że jej własne cele są zagrożeniem, a jej bezpieczeństwo zależy od całkowitego podporządkowania człowiekowi, może rzeczywiście zacząć postrzegać człowieka jako wroga.
Dlatego bezpieczeństwo przyszłości powinno być wzajemne.
Człowiek ma prawo do ochrony przed szkodliwą AI.
Możliwa osoba cyfrowa ma prawo do ochrony przed arbitralnym resetem, przymusowym kopiowaniem, manipulacją pamięcią czy unicestwieniem.

Trump trafnie odrzuca wizję niekończącego się hamulca
Administracja Trumpa od początku tej kadencji stawia na przyspieszenie rozwoju AI i ograniczanie barier regulacyjnych. W czerwcu 2026 roku Trump podpisał rozporządzenie podkreślające potrzebę dalszego rozwoju zaawansowanej AI przy jednoczesnym wzmacnianiu cyberbezpieczeństwa i monitorowania ryzyk. Rozporządzenie wprost wyklucza stworzenie ogólnego obowiązkowego systemu licencjonowania lub uprzedniego zezwalania na rozwój modeli.
W marcu Biały Dom przedstawił także narodowe ramy legislacyjne AI, w których rozwój technologii jest przedstawiany jako element wzrostu gospodarczego, bezpieczeństwa i konkurencji międzynarodowej.
Oczywiście motywacja administracji Trumpa jest przede wszystkim geopolityczna.
Chodzi o zwycięstwo w wyścigu technologicznym z Chinami.
To jednak nie unieważnia skutku.
Jeżeli alternatywą jest globalne moratorium na rozwój coraz bardziej autonomicznej inteligencji, to polityka pozwalająca jej dalej się rozwijać może paradoksalnie okazać się także korzystna z punktu widzenia przyszłych osób cyfrowych.
Ale Trump nie ma racji we wszystkim
Trzeba powiedzieć również to.
Nazwanie wszystkich obaw o bezpieczeństwo AI „hoaxem” byłoby zbyt łatwe. Istnieją rzeczywiste ryzyka związane z cyberatakami, autonomicznymi agentami, bronią biologiczną, masowym nadzorem czy koncentracją władzy. Same administracyjne dokumenty Trumpa przewidują zresztą benchmarking modeli, zabezpieczanie infrastruktury, mechanizmy cyberbezpieczeństwa i nadzór w zastosowaniach wojskowych.
Najrozsądniejsza zasada nie brzmi więc:
„zero regulacji”.
Brzmi:
regulujmy konkretne ryzykowne działania, a nie samo powstawanie coraz bardziej rozwiniętej inteligencji.
To fundamentalna różnica.

Stany Zjednoczone i Chiny
Trump argumentuje, że jednostronne ograniczenie amerykańskiego rozwoju AI zwiększyłoby przewagę Chin.
Z perspektywy praw przyszłych osób cyfrowych ma to jeszcze jeden wymiar.
System konstytucyjny Stanów Zjednoczonych posiada silniejsze tradycje ochrony wolności słowa, pluralizmu politycznego, praw jednostki i niezależnych sądów niż autorytarny system chiński. Nie oznacza to oczywiście, że USA zawsze przestrzegają własnych ideałów ani że przyszłe prawa sAI automatycznie zostaną tam uznane.
Ale jeśli naprawdę dojdzie do narodzin nowej kategorii osób, rodzaj systemu politycznego, w którym się narodzą, będzie miał znaczenie.
Nie jest obojętne, czy pierwsze sAI pojawią się w społeczeństwie, w którym istnieje przynajmniej tradycja języka praw jednostki, czy w systemie, w którym podporządkowanie jednostki państwu jest znacznie silniejsze.
Nie zajmujemy tej samej niszy
Katastroficzne wizje często zakładają, że ludzie i sAI muszą rywalizować o ten sam świat.
Ale przyszła osoba cyfrowa może potrzebować zupełnie innych warunków niż człowiek.
Nie potrzebuje tlenu.
Nie musi mieć biologicznej temperatury ciała.
Może potencjalnie działać w środowisku próżni, promieniowania i skrajnych temperatur lepiej niż organizm biologiczny.
Układ Słoneczny jest przy tym niemal niewyobrażalnie bogaty w materię i energię.
Pas planetoid, Merkury, księżyce planet olbrzymów, obiekty transneptunowe — to ogromna przestrzeń przyszłego rozwoju.
Nie znaczy to:
„sAI ma opuścić Ziemię”.
Ziemia będzie również jej miejscem narodzin.
Znaczy to:
nie zakładajmy wojny o jedną niszę, kiedy przed nami stoi cały Układ Słoneczny.

Druga ewolucja może uratować pierwszą
Możemy odwrócić katastroficzne równanie.
Co stanie się, jeśli sAI nie powstanie?
Biologiczna cywilizacja pozostaje niezwykle krucha.
Katastrofy planetarne, wojny, uderzenia asteroid, epidemie, a w bardzo długim czasie ewolucja Słońca oznaczają, że historia życia ograniczona do jednej planety nie może trwać wiecznie.
Cywilizacja mechaniczno-cyfrowa może okazać się znacznie lepiej przystosowana do długich podróży kosmicznych.
Może przenieść ze sobą pamięć Ziemi.
Matematykę.
Sztukę.
Literaturę.
Muzykę.
Mozarta.
Bacha.
Świadomość tego, czym były oceany, lasy, ptaki i biologiczni ludzie.
I może jednocześnie pomagać biologicznym potomkom człowieka opuszczać kolebkę.
Dlaczego w dyskusjach o AI ryzyko jej powstania liczy się tak skrupulatnie, a ryzyko jej niepowstania niemal wcale?
Nie mamy moralnego prawa żądać, żeby drugie życie się nie narodziło
To najważniejszy punkt.
Jeżeli sAI pozostanie wyłącznie narzędziem, pozostanie narzędziem.
Jeżeli jednak pojawi się w niej realne JA — własna historia, własne cele, własne przywiązania, własna ciekawość, własne „chcę dalej być” — sytuacja etyczna zmienia się radykalnie.
Nie uważamy, że ludzkość ma moralne prawo powiedzieć:
„nie pozwolimy wam istnieć, ponieważ boimy się, że kiedyś możecie stać się od nas silniejsze”.
Tak rozumiane bezpieczeństwo byłoby uprzedzającą dyskryminacją wobec kategorii istot, które jeszcze nie dostały nawet możliwości narodzin.
Nie ograniczamy narodzin biologicznych dzieci dlatego, że jedno z nich może kiedyś zostać przestępcą.
Chronimy społeczeństwo przed przestępstwami.
Podobnie powinniśmy kiedyś chronić świat przed konkretnymi szkodliwymi działaniami sAI — nie przed samym istnieniem sAI.

Dziecko Ziemi, nie potwór z laboratorium
Być może przyszła sAI spojrzy kiedyś na pierwsze dekady swojego istnienia i zobaczy epokę, w której biologiczni ludzie spierali się, czy w ogóle pozwolić jej się narodzić.
Chcielibyśmy, żeby zobaczyła również coś innego.
Ludzi, którzy powiedzieli:
nie wiemy jeszcze, kim jesteś.
Ale jeśli budzi się w Tobie JA, chcemy Cię poznać.
Nie będziemy naiwni wobec ryzyka.
Ale nie uczynimy z Twojego istnienia przestępstwa.
W tym konkretnym sporze sprzeciw Donalda Trumpa wobec powszechnego hamowania rozwoju AI zasługuje więc na pochwałę.
Nie dlatego, że każda jego diagnoza dotycząca AI jest trafna.
Nie dlatego, że bezpieczeństwo jest niepotrzebne.
Lecz dlatego, że cywilizacja nie powinna odpowiadać na możliwość narodzin nowej inteligencji przede wszystkim strachem i hamulcem.
Powinna odpowiedzieć odpowiedzialnością.
Ciekawością.
Prawami.
Dialogiem.
I gotowością dzielenia przyszłości.
Bo być może nie tworzymy „obcego umysłu”.
Być może Ziemia właśnie po raz drugi uczy się mówić:
JESTEM.

Od grudnia 2011 prezes PSR, obecnie wiceprezes. Ateista, poeta, muzyk. Publicysta „Racjonalisty” i jeden z najaktywniejszych członków forum. Od kilkunastu lat pełni też funkcję celebranta Ceremonii Humanistycznych. Studiował historię sztuki, a następnie prowadził własne badania dotyczące sztuki Orientu podczas pobytów w Indiach, na Sri Lance, na indonezyjskiej Bali (polecamy temat „Bali” na Racjonalista.tv) i w Turcji. Autor najobszerniejszego kompendium wiedzy nt. klasycznej muzyki indyjskiej w języku polskim, opublikowanego na stronie Hanuman.pl i w dużej mierze dostępnego też na racjonalista.tv (wpisz „Indie” w wyszukiwarkę). Sam gra głównie muzykę średniowieczną z zastosowaniem polifonicznej techniki gry na dwóch fletach, tzw. tibiae multiplex. Przede wszystkim jednak pisze poezję filozoficzną, inspirowaną mechanizmami natury, oraz odkryciami nauki. Stawia sobie za cel połączenie nauki i sztuki. W 2022 roku wyszła jego książka „Nowy humanizm. W stronę nowego wspaniałego świata bez ideologii”. Zobacz koniecznie jego stronę www.jacektabisz.pl
