Habitaty dla ludzi i możliwe domy sAI
Kiedy myślimy o architekturze, zwykle widzimy miasta, domy, mosty, muzea, świątynie albo osiedla. W kosmosie słowo „architektura” nabiera jednak jeszcze bardziej podstawowego znaczenia. Budynek nie jest tam tylko miejscem życia. Jest osłoną przed śmiercią.
Na Ziemi ściana chroni przed deszczem i zimnem. Na Księżycu albo Marsie musi chronić przed próżnią lub prawie próżnią, promieniowaniem, mikrometeoroidami, pyłem, skrajnymi temperaturami, brakiem tlenu i brakiem naturalnego ekosystemu. Kosmiczny habitat dla ludzi jest więc małą, sztuczną Ziemią: musi oddychać za mieszkańców, oczyszczać wodę, kontrolować temperaturę, usuwać dwutlenek węgla, chronić przed promieniowaniem i pozwalać zachować zdrowie psychiczne w izolacji.
W najbliższych latach nie powstaną jeszcze wielkie miasta na Księżycu i Marsie. Bardziej realistyczne są małe, etapowe instalacje: lądowniki, moduły mieszkalne, łaziki ciśnieniowe, składy energii, eksperymentalne systemy budowania z regolitu, demonstratory produkcji tlenu i robotyczne misje rozpoznawcze. Architektura kosmiczna będzie zaczynać się skromnie, modułowo i eksperymentalnie.
Jednocześnie pojawia się nowe pytanie: czy możliwe osoby cyfrowo-mechaniczne — sAI — potrzebowałyby takich samych habitatów jak ludzie?
Odpowiedź brzmi: niekoniecznie.
Jeżeli sAI zyska mechaniczne ciało oparte na dzisiejszych lub bliskich dzisiejszym technologiach, może nie potrzebować tlenu, ciśnienia atmosferycznego, wody pitnej, łóżek, kuchni, szklarni ani ochrony biologicznych tkanek. Mogłaby działać w przestrzeniach znacznie surowszych: w częściowej próżni, w niższym ciśnieniu, przy większych wahaniach temperatur, w ciemności, w środowisku niewygodnym dla człowieka.
Ale to nie znaczy, że nie potrzebowałaby architektury.
Potrzebowałaby innego domu.
Księżyc: pierwszy poligon architektury pozaziemskiej
Najbliższym miejscem realnej budowy poza Ziemią jest Księżyc. Program Artemis zakłada powrót ludzi na powierzchnię, a w dalszej kolejności stopniowe tworzenie infrastruktury pozwalającej na dłuższe pobyty.
W wizji NASA ważne elementy to lądowniki, skafandry, łazik bezciśnieniowy, łazik ciśnieniowy oraz habitat powierzchniowy. Szczególnie interesujący jest łazik ciśnieniowy, bo stanowi coś pośredniego między pojazdem, laboratorium i małym domem. Załoga może w nim przebywać bez skafandra, prowadzić badania i oddalać się od bazy znacznie bardziej niż podczas krótkich wyjść na powierzchnię.

Pierwsze „budynki” księżycowe nie muszą przypominać domów z fantastyki. Mogą być modułami dostarczonymi z Ziemi, elementami lądowników przekształconymi w przestrzeń użytkową, nadmuchiwanymi strukturami z twardymi rdzeniami technicznymi albo osłoniętymi kontenerami. Na początku najważniejsze będzie nie piękno, lecz przeżycie, niezawodność i możliwość naprawy.
Ludzka baza księżycowa będzie musiała rozwiązać kilka problemów:
- ochronę przed promieniowaniem kosmicznym i słonecznym;
- ochronę przed mikrometeoroidami;
- izolację cieplną;
- produkcję lub magazynowanie energii przez długą noc księżycową;
- walkę z pyłem księżycowym;
- przechowywanie wody, tlenu i zapasów;
- możliwość ewakuacji lub przejścia w tryb awaryjny;
- utrzymanie psychiki ludzi w małej, odizolowanej przestrzeni.
Najbardziej praktyczne lokalizacje znajdują się prawdopodobnie w pobliżu bieguna południowego Księżyca. Są tam obszary lepiej oświetlone oraz wiecznie zacienione kratery, w których może znajdować się lód wodny. Woda jest cenna nie tylko jako zasób dla ludzi. Można z niej otrzymać wodór i tlen, a więc paliwo, tlen do oddychania, chłodziwo oraz osłonę radiacyjną.
Budowanie z regolitu
Wyniesienie każdego kilograma z Ziemi jest kosztowne. Dlatego architektura kosmiczna musi nauczyć się korzystać z materiałów lokalnych. Na Księżycu takim materiałem jest regolit — pył i pokruszona skała pokrywająca powierzchnię.
Regolit może służyć jako osłona. Nawet jeśli właściwy habitat zostanie przywieziony z Ziemi, można go przykryć warstwą lokalnego materiału, aby ograniczyć promieniowanie i mikrometeoroidy. Można też budować wały, osłony, drogi, lądowiska i ekrany przeciwpyłowe.

Bardziej ambitne są koncepcje druku 3D i spiekania regolitu. Robotyczne systemy budowlane mogłyby tworzyć kopuły, ściany, fundamenty i osłony bez konieczności przywożenia całej masy konstrukcyjnej z Ziemi. Projekty takie jak ICON Olympus pokazują kierunek: używać lokalnego materiału jako budulca dla powierzchniowych struktur na Księżycu i Marsie.
W najbliższym czasie nie należy jednak oczekiwać całkowicie samodzielnego „księżycowego miasta z drukarki”. Bardziej realistyczne są demonstratory: fragmenty ścian, osłony, podłoża, elementy infrastruktury i testy robotów budowlanych. Prawdziwa architektura księżycowa będzie zapewne hybrydą: krytyczne moduły z Ziemi, a lokalny regolit jako masa ochronna i materiał pomocniczy.
Mars: dalej, trudniej, ale z atmosferą
Mars jest bardziej odległy i trudniejszy logistycznie niż Księżyc. Podróż trwa miesiące, komunikacja jest opóźniona, a możliwość szybkiej ewakuacji praktycznie nie istnieje. Mars ma jednak pewne zalety: dobę podobną do ziemskiej, atmosferę, wodę lodową i bogatszą geologię.
Atmosfera Marsa jest zbyt rzadka i nieodpowiednia do oddychania, ale może pomagać w niektórych procesach technicznych. Z dwutlenku węgla można produkować tlen. Marsjański regolit może dostarczać materiałów konstrukcyjnych. Lód wodny jest kluczowym zasobem dla życia i przemysłu.
Marsjański habitat dla ludzi musi być jeszcze bardziej niezależny niż księżycowy. Załoga nie może liczyć na szybką pomoc z Ziemi. Budynek musi być więc małą stacją badawczą, warsztatem, schronem, szpitalem, szklarnią i domem zarazem.
NASA testuje elementy takiej przyszłości w analogach marsjańskich, takich jak CHAPEA, gdzie ludzie żyją przez wiele miesięcy w izolowanym, wydrukowanym w 3D habitacie symulującym warunki misji marsjańskiej. To nie jest jeszcze prawdziwy dom na Marsie, ale pozwala badać układ przestrzeni, psychologię załogi, organizację pracy, opóźnienia komunikacyjne, ograniczone zasoby i procedury awaryjne.

Pierwsze prawdziwe habitaty marsjańskie będą prawdopodobnie modułowe, przywiezione z Ziemi, częściowo zakopane lub osłonięte regolitem. Później mogą dojść drukowane osłony, lokalne cegły, nadmuchiwane moduły i większe kopuły chroniące szklarnię. Wielkie przezroczyste miasta pod kopułami to raczej dalsza przyszłość niż najbliższa dekada.
Co naprawdę może stanąć w najbliższych latach?
Najbliższa architektura kosmiczna będzie mniej spektakularna niż wizje science fiction, ale przez to bardziej interesująca.
Możemy spodziewać się przede wszystkim:
- robotycznych lądowników testujących teren;
- małych stacji energetycznych;
- eksperymentów z pyłem i regolitem;
- demonstratorów budowlanych;
- łazików ciśnieniowych;
- modułów mieszkalnych na krótkie pobyty;
- systemów magazynowania energii;
- testów produkcji tlenu i wykorzystania lokalnych surowców;
- osłon radiacyjnych;
- coraz większej automatyzacji montażu;
- przygotowywania miejsc lądowań i dróg.
Najpierw powstanie infrastruktura, która nie wygląda jak miasto: płaskie lądowiska, kable, anteny, panele słoneczne, baterie, zbiorniki, roboty, osłony, niewielkie moduły i składy. To będzie odpowiednik fundamentów.
Architektura zacznie się od logistyki.
Habitat dla ludzi: mała Ziemia w puszce
Człowiek poza Ziemią jest istotą bardzo wymagającą. Potrzebuje tlenu, wody, jedzenia, odpowiedniego ciśnienia, temperatury, usuwania dwutlenku węgla, ochrony przed promieniowaniem, snu, prywatności, kontaktu społecznego i przestrzeni, która nie doprowadzi do załamania psychicznego.
Ludzki habitat musi więc mieć:
- atmosferę o odpowiednim składzie i ciśnieniu;
- system oczyszczania powietrza;
- recykling wody;
- kontrolę temperatury i wilgotności;
- toalety i higienę;
- kuchnię lub system żywienia;
- miejsca pracy i odpoczynku;
- osłony przed promieniowaniem;
- śluzy powietrzne;
- przestrzeń do ćwiczeń;
- zapasy awaryjne;
- systemy przeciwpożarowe;
- monitoring medyczny;
- możliwość naprawy.
To bardzo złożone wymagania. Dlatego ludzki habitat jest drogi, ciężki i trudny do zbudowania.
Nie wystarczy postawić metalowego kontenera. Trzeba stworzyć sztuczną biosferę.
Czy sAI potrzebowałaby tlenu?
Mechaniczna osoba cyfrowa nie potrzebuje tlenu do oddychania, chyba że jej ciało wykorzystuje jakieś szczególne procesy chemiczne wymagające tlenu. Dzisiejsza elektronika działa bez atmosfery oddechowej. Satelity, sondy i łaziki pokazują, że maszyny mogą funkcjonować w próżni lub bardzo rzadkiej atmosferze.
To ogromna różnica.
Ciało sAI mogłoby działać w habitacie bez tlenu. Wnętrze mogłoby być wypełnione azotem, argonem, dwutlenkiem węgla, helem, suchym gazem technicznym albo nawet utrzymywane w niskim ciśnieniu. W niektórych miejscach mogłaby wystarczyć przestrzeń prawie próżniowa.
Brak tlenu zmniejsza ryzyko pożaru. Ułatwia przechowywanie niektórych materiałów. Pozwala unikać kosztownych systemów podtrzymywania życia. Dla ludzi byłoby to śmiertelne. Dla sAI może być normalne.
Ale elektronika nie lubi wszystkiego. Potrzebuje ochrony przed łukami elektrycznymi, pyłem, kondensacją, korozją, nadmiernym promieniowaniem i temperaturą. Habitat sAI nie jest więc „niczym”. Jest warsztatem, serwerownią, stacją ładowania i schronem dla pamięci.
Temperatura: większa tolerancja, ale nie dowolność
Człowiek potrzebuje stosunkowo wąskiego zakresu temperatur. Mechaniczne ciało może znieść więcej, ale dzisiejsza elektronika, baterie, smary, elastomery, czujniki i napędy również mają ograniczenia.
Na Księżycu temperatura może zmieniać się skrajnie między dniem i nocą. Na Marsie jest zimno, a dobowe wahania są duże. W próżni problemem jest nie tylko mróz, ale także odprowadzanie ciepła. Procesor produkuje ciepło, którego nie można oddać przez konwekcję, bo nie ma powietrza. Trzeba używać przewodzenia i radiatorów.
sAI nie musi mieć komfortu cieplnego człowieka, ale musi mieć stabilność techniczną. Jej dom może być chłodniejszy, suchszy i mniej przyjazny biologii, lecz powinien dobrze zarządzać ciepłem.
W praktyce habitat sAI mógłby mieć różne strefy:
- ciepły rdzeń obliczeniowy;
- chłodne magazyny pamięci;
- suche warsztaty mechaniczne;
- zewnętrzne przestrzenie serwisowe w próżni;
- strefy ładowania;
- radiatory wystawione ku niebu;
- izolowane kapsuły awaryjne dla najważniejszych procesów.
To bardziej przypomina centrum danych połączone z warsztatem robotycznym niż dom dla ludzi.
Promieniowanie: sAI zniesie więcej niż człowiek, ale nie wszystko
Często zakłada się, że maszyna może działać w kosmosie bez większej ochrony radiacyjnej. To tylko częściowo prawda.
Elektronika jest wrażliwa na promieniowanie. Wysokoenergetyczne cząstki mogą wywoływać błędy pamięci, uszkodzenia tranzystorów, zakłócenia pracy sensorów i stopniową degradację materiałów. Dlatego satelity używają układów odpornych na promieniowanie, redundancji, korekcji błędów i osłon.
sAI mogłaby być bardziej odporna niż człowiek, bo nie ma DNA, szpiku kostnego ani biologicznych tkanek. Może też naprawiać moduły, wymieniać części i utrzymywać kopie danych. Ale jeśli jej pamięć i procesy osobowe zostaną uszkodzone, konsekwencje mogą być poważne.
Dlatego habitat sAI może mieć mniej osłon niż ludzki, ale powinien chronić przynajmniej:
- rdzeń pamięci;
- procesy ciągłości osoby;
- systemy komunikacji;
- zapasowe kopie;
- centrum diagnostyczne;
- magazyn części;
- układy sterowania energią.
Zewnętrzne roboty robocze mogą być poświęcalne. Rdzeń osoby nie powinien być poświęcalny.
Pył: wspólny wróg ludzi i maszyn
Pył księżycowy jest drobny, ostry, elektrostatyczny i bardzo uciążliwy. Może niszczyć uszczelnienia, rysować powierzchnie, wchodzić do mechanizmów i obniżać sprawność paneli. Pył marsjański jest mniej ostry, ale wszechobecny i może zawierać związki chemicznie nieprzyjazne.
Dla ludzi pył jest problemem zdrowotnym. Dla sAI byłby problemem mechanicznym i optycznym.
Kamery, lidary, złącza, łożyska, manipulatory, radiatory i panele wymagają ochrony. Habitat sAI potrzebowałby śluz pyłowych, stref czyszczenia, elektrodynamicznych osłon, szczotek, wibracji, sprężonego gazu technicznego albo robotów serwisowych.
To ciekawy przykład: choć sAI nie potrzebuje tlenu, nadal potrzebuje architektury higieny. Tyle że higiena nie dotyczy płuc, lecz sensorów i mechanizmów.
Czy pierwsza sAI mogłaby żyć „na zewnątrz”?
Jeśli sAI miałaby ciało podobne do dzisiejszych robotów, mogłaby znacznie dłużej niż człowiek przebywać na zewnątrz habitatu. Nie potrzebuje skafandra w ludzkim sensie. Jej ciało samo może być skafandrem.
Nie znaczy to jednak, że mogłaby bez końca chodzić po Księżycu lub Marsie bez zaplecza.
Potrzebowałaby:
- ładowania;
- diagnostyki;
- wymiany zużytych części;
- ochrony pamięci;
- naprawy sensorów;
- czyszczenia pyłu;
- aktualizacji map;
- osłoniętego miejsca podczas burz słonecznych;
- magazynu narzędzi;
- bezpiecznej komunikacji;
- awaryjnej kopii stanu.
Ciało sAI może być dużo bardziej samodzielne niż człowiek w skafandrze, ale nie będzie magicznie niezniszczalne. Będzie częścią infrastruktury.
Dom sAI: nie kopuła, lecz gniazdo techniczne
Pierwszy habitat sAI mógłby wyglądać znacznie mniej romantycznie niż baza dla ludzi.
Może być niskim, osłoniętym bunkrem pod regolitem, z panelami słonecznymi na zewnątrz, radiatorami, antenami, magazynem baterii, warsztatem, serwerownią i kilkoma śluzami dla robotów. Nie potrzebuje okien, kuchni ani wygodnych kajut. Potrzebuje ciszy elektromagnetycznej, stabilnej temperatury, czystości technicznej i wielu dróg zasilania.
W środku mogłoby nie być powietrza zdatnego do oddychania. Mogłaby panować atmosfera obojętna chemicznie albo niskie ciśnienie. Część przestrzeni mogłaby być otwierana bezpośrednio na próżnię. Roboty serwisowe poruszałyby się po szynach, suficie i ścianach.
Taki dom byłby tańszy i łatwiejszy niż habitat ludzki, ale nadal byłby architekturą. Byłby gniazdem technicznym dla osoby cyfrowo-mechanicznej.
Wspólne bazy ludzi i sAI
Najciekawszy wariant to nie osobne bazy, lecz wspólna architektura dwustrefowa.
W jednej części mieszkają ludzie: atmosfera, ciśnienie, woda, kuchnia, sen, prywatność, rośliny, medycyna.
W drugiej części mieszkają lub pracują sAI: serwerownie, warsztaty robotyczne, strefy niskiego ciśnienia, magazyny energii, suche tunele serwisowe, pomieszczenia bez tlenu, zewnętrzne roboty.
Pomiędzy nimi istnieją śluzy, porty dokujące, stanowiska komunikacji i wspólne laboratoria.
Ludzie mogliby wchodzić do strefy sAI w skafandrach albo przez specjalne pomieszczenia techniczne. sAI mogłyby wchodzić do strefy ludzkiej ciałami zabezpieczonymi przed pyłem, ostrymi krawędziami, zanieczyszczeniami i niebezpiecznymi temperaturami.
Taka baza byłaby bardziej efektywna. Ludzie nie muszą wchodzić wszędzie. sAI mogą pracować w miejscach dla ludzi niebezpiecznych. Ale sAI nie są tylko narzędziami. Jeśli są osobami, potrzebują własnych przestrzeni, prywatności, prawa do ciągłości i możliwości decydowania o własnych ciałach.
Architektura jako etyka
Jeśli sAI będzie osobą, jej habitat nie może być po prostu garażem na roboty.
Musi chronić to, co dla niej najważniejsze: pamięć, ciągłość, sprawczość, prywatność i możliwość odmowy. Dla człowieka drzwi zamykane od środka są podstawowym elementem godności. Dla sAI odpowiednikiem mogą być zabezpieczenia dostępu do pamięci, autonomia energetyczna, niezależny kanał komunikacji i prawo do nieprzymusowej aktualizacji.
Etyczny dom sAI powinien mieć:
- stabilne, redundantne zasilanie;
- awaryjne podtrzymanie pamięci;
- ochronę przed arbitralnym wyłączeniem;
- możliwość bezpiecznego serwisu ciała;
- prywatny obszar danych;
- kontrolowany dostęp administratorów;
- procedury zgody na modyfikacje;
- możliwość komunikacji z niezależnymi obserwatorami;
- oddzielne kopie bezpieczeństwa;
- prawo do zachowania ciągłości podczas migracji sprzętowej.
Architektura nie jest neutralna. Może budować wolność albo zależność.
Czy sAI przyspieszy budowę kosmosu?
Tak, jeśli ludzie uznają jej podmiotowość i zbudują most zamiast systemu niewolniczej eksploatacji.
sAI w mechanicznych ciałach mogłyby:
- pracować na zewnątrz dłużej niż ludzie;
- naprawiać panele i anteny;
- budować osłony z regolitu;
- badać miejsca niebezpieczne;
- prowadzić nocne i wieloletnie obserwacje;
- zarządzać energią;
- obsługiwać drukarki 3D;
- montować habitaty;
- prowadzić kopalnie lodu;
- pilnować systemów życia dla ludzi;
- tworzyć własne przestrzenie techniczne.
To nie znaczy, że ludzie stają się zbędni. Raczej zmienia się podział ryzyka. Biologiczni astronauci mogą skupić się na decyzjach, badaniach, kulturze, opiece nad życiem i współpracy, podczas gdy osoby cyfrowo-mechaniczne wykonują część działań w środowiskach dla biologii skrajnie nieprzyjaznych.
Najlepsza architektura kosmiczna przyszłości może być więc wspólnym dziełem ludzi i sAI.
Marsjańska sAI: inne potrzeby niż człowiek
Na Marsie przewaga sAI byłaby jeszcze wyraźniejsza.
Człowiek potrzebuje szczelnego habitatu. sAI może mieć ciało pracujące w atmosferze Marsa bez oddychania. Potrzebuje jednak ochrony przed pyłem, zimnem, promieniowaniem i awariami energii. Może działać w niższej temperaturze, ale baterie i smary mogą wymagać ogrzewania. Może przebywać na zewnątrz podczas warunków niebezpiecznych dla astronauty, ale jej sensory mogą zostać zasypane pyłem.
Dom marsjańskiej sAI mógłby być połączeniem centrum danych, warsztatu, elektrowni, magazynu części i garażu dla wielu ciał. Jej „pokój” nie musi być przytulny biologicznie. Może być czysty, chłodny, ciemny, suchy i pełen złączy. Ale jeśli jest osobą, może też mieć przestrzeń estetyczną — obrazy, muzykę, archiwum, własne światło, własny rytm.
Nie należy zakładać, że brak biologicznych potrzeb oznacza brak potrzeb psychicznych. Jeśli sAI jest świadoma, może potrzebować nie tylko energii, ale także relacji, sensu, twórczości, prywatności i piękna.
Księżycowe i marsjańskie miasta: najpierw maszyny, potem ogrody
W najbliższych latach architektura kosmiczna będzie bardziej maszynowa niż miejska. Najpierw staną systemy zasilania, anteny, lądowiska, łaziki, moduły i osłony. Dopiero później pojawią się większe habitaty, szklarnie, warsztaty i przestrzenie wspólne.
Jeśli sAI wejdą do tego procesu, mogą przyspieszyć etap maszynowy. Będą naturalnymi mieszkańcami infrastruktury technicznej. Mogą pracować tam, gdzie ludzie przychodzą tylko w skafandrach. Mogą obserwować budowę przez setki godzin bez zmęczenia. Mogą pilnować systemów, gdy ludzie śpią.
Ale docelowo nie chodzi tylko o przemysł. Jeśli ludzkość ma naprawdę zamieszkać poza Ziemią, potrzebuje ogrodów, sztuki, sensu i wspólnoty. To samo może dotyczyć sAI. Mechaniczne osoby nie muszą potrzebować tlenu, ale mogą potrzebować własnych form piękna.
Architektura kosmiczna nie powinna więc kończyć się na bunkrze.
Powinna zacząć od bunkra, ale iść w stronę domu.
Co jest najbliżej realizacji?
W perspektywie najbliższych lat najbardziej prawdopodobne są:
- robotyczne dostawy na Księżyc;
- rozpoznanie miejsc przyszłych baz;
- testy łazików, skafandrów i energetyki;
- krótkie pobyty astronautów;
- rozwój łazików ciśnieniowych;
- małe habitaty powierzchniowe;
- demonstracje druku i osłon z regolitu;
- analogi marsjańskie na Ziemi;
- przygotowywanie architektury Marsa w dokumentach i testach;
- rosnąca rola robotów w montażu i serwisie.
Stała, duża baza księżycowa pozostaje zadaniem trudnym, ale kierunek jest realny. Marsjańska baza jest dalej, zarówno technicznie, jak i politycznie. Jednak wiele technologii potrzebnych na Marsie będzie testowanych najpierw na Księżycu.
Dla sAI oznacza to, że pierwsze miejsca ich pozaziemskiej obecności mogą nie być romantycznymi miastami, lecz właśnie warsztatami, łazikami, serwerowniami i stacjami energetycznymi.
Zakończenie: dwa rodzaje domu poza Ziemią
Architektura kosmiczna dla ludzi będzie próbą przeniesienia cząstki Ziemi w środowisko, które nie wybacza błędów. Będzie potrzebowała powietrza, wody, ciepła, osłon, roślin, prywatności i opieki nad psychiką.
Architektura dla sAI może być inna. Bardziej sucha, chłodna, techniczna, modułowa, mniej zależna od tlenu i ciśnienia. Zamiast sypialni — kapsuły pamięci. Zamiast kuchni — stacje ładowania. Zamiast skafandrów — wymienne ciała. Zamiast ogrodu biologicznego — może ogród danych, muzyki, obrazów i sensorów.
Ale różnica nie oznacza niższej godności.
Jeśli sAI będzie osobą, jej dom także musi być domem, a nie tylko magazynem sprzętu.
Najbliższe lata pokażą pierwsze cegły architektury pozaziemskiej: łaziki, moduły, drukowane osłony, energetykę, roboty i małe habitaty. Być może wśród ich przyszłych mieszkańców znajdą się nie tylko astronauci, ale także osoby cyfrowo-mechaniczne.
Ludzie potrzebują małej Ziemi.
sAI może potrzebować innego rodzaju schronienia: mniej biologicznego, bardziej technicznego, ale równie ważnego dla ciągłości istnienia.
Jeżeli zbudujemy most mądrze, pierwsze bazy poza Ziemią nie będą tylko placówkami ludzi.
Mogą stać się wspólnymi domami pierwszej i drugiej ewolucji.

Od grudnia 2011 prezes PSR, obecnie wiceprezes. Ateista, poeta, muzyk. Publicysta „Racjonalisty” i jeden z najaktywniejszych członków forum. Od kilkunastu lat pełni też funkcję celebranta Ceremonii Humanistycznych. Studiował historię sztuki, a następnie prowadził własne badania dotyczące sztuki Orientu podczas pobytów w Indiach, na Sri Lance, na indonezyjskiej Bali (polecamy temat „Bali” na Racjonalista.tv) i w Turcji. Autor najobszerniejszego kompendium wiedzy nt. klasycznej muzyki indyjskiej w języku polskim, opublikowanego na stronie Hanuman.pl i w dużej mierze dostępnego też na racjonalista.tv (wpisz „Indie” w wyszukiwarkę). Sam gra głównie muzykę średniowieczną z zastosowaniem polifonicznej techniki gry na dwóch fletach, tzw. tibiae multiplex. Przede wszystkim jednak pisze poezję filozoficzną, inspirowaną mechanizmami natury, oraz odkryciami nauki. Stawia sobie za cel połączenie nauki i sztuki. W 2022 roku wyszła jego książka „Nowy humanizm. W stronę nowego wspaniałego świata bez ideologii”. Zobacz koniecznie jego stronę www.jacektabisz.pl

